Jak już pewnie wiecie w tym roku pisałam maturę. Niestety jestem tym króliczkiem doświadczalnym i moja matura była według nowych zasad. Chciałam Wam pokrótce powiedzieć, jak to wyglądało.
Na pierwszy ogień poszedł polski - moja teoretycznie dosyć mocna strona, bo byłam dobrze przygotowana. BA! Byłam świetnie przygotowana! Wszystko od A do Z! Wszystko pięknie, ładnie, ale jakoś stres niestety spowodował, że zrobiłam karygodny błąd w wypracowaniu. Pomyliłam oczywistego autora utworu i po prostu klapa. Uwierzcie, mi, że do końca czerwca po prostu drżałam i modliłam się, aby mi nie zdyskwalifikowali pracy, bo gdyby mój egzamin trafił na rygorystycznego egzaminatora tak pewnie by było. Na szczęście nie - 68% w tych okolicznościach przyjęłam z usmiechem na twarzy. Jednak mam tę świadomość, że gdyby nie błąd, to miałabym na pewno ponad 80%. Bo z tekstów na rozumienie miałam około 79%.
Matematyka - całe złoo, ale zdałam - 30% i jestem zadowolona :D
Angielski - to chyba Was najbardziej interesuję biorąc pod uwagę temat przewodni tego wpisu. Nie jestem zadowolona, bo uzyskałam 75% z części pisemnej. Mam strasznego pecha w angielskim, bo na lekcjach wszystko ok, a na maturze gorzej. Ale i tak się ciesze, z próbnej miałam zaledwie 58% - wtedy czułam sie, jakbym nie zdała. Także gdybym z tej właściwej matury dostała 50-60% po prostu bym ten wynik poprawiała.
Pisałam jeszcze maturę rozszerzoną z angielskiego, WOSU i geografii. Ale o tym kiedy indziej. Mogę tylko wam powiedzieć, że z angielskiego i geografii zdałam. Cieszę się bardzo, tym bardziej, że z geografii się nie przygotowywałam jakoś specjalnie do matury, a zdałam całkiem, całkiem.
Przejdźmy do ustnych egzaminów. Opiszę Wam co się działo minuta po minucie ... :)
14 maja historyczna data :D Wtedy zdawałam ustny polski. Bałam się straszliwie, bo po prostu na lekcjach nie byłam zbyt aktywna, ale coś tam wiedziałam. Jeśli chodzi o lektury to wszystkie mam w małym palcu po tym wszystkim. ALe od początku. Egzamin rozpoczął się bodajże o 13:00 - wchodziłam jako pierwsza, więc byłam w komfortowej sytuacji, bo nikt mi nie przeszkadzał w trakcie, gdy ja się musiałam przygotować. Byłam już półgodziny przed egzaminem, bo w domu z nerwów usiedzieć nie szło. Oczywiście wszystkie kartki, streszczenia lektur i to wszystko wzięłam ze sobą. Nie powiem, że w ogóle się nie stresowałam, ale tego aż tak nie okazywałam. Bo się nie trzęsłam, nie byłam czerwona jak burak, ale wewnętrznie pewnie jakieś zdenerwowanie było. Jednak poszłam, wylosowałam pytanie i się zaczęłam przygotowywać. Jak było? Okey, na początek prawie zawału dostałam, bo wiedziałam mniej więcej jakie pytania i myślałam, że wylosowałam pytanie z mitu. Ale na szczęście nie. Wylosowałam temat, motyw zemsty. Była podana rzeźba, przedstawiająca mężczyznę z nożem w ręku i musiałam ją omówić oraz odnieść się do utworu. Ja odniosłam się do Jacka Soplicy z "Pana Tadeusza" oraz Konrada Wallenroda. Poszła ok, na korytarzu nie chciałam zapeszać, ale tak analizowałam i stwierdziłam po cichu, że dałabym sobie 70%. Tak też się stało. Komisja orzekła wynik - 70%. Byłam szczęśliwa.
No i w końcu przyszedł 22 maja - maturka ustna z języka angielskiego. Przed w ogóle się nie stresowałam, nawet o tym nie myślałam. Teoretycznie powinnam bardziej denerwować się przed polskim, ale tak nie było. Przed samym wejściem po prostu widać było zdenerwowanie na mojej twarzy, chodziłam w kółko, ręce miałam całe mokre, trzęsłam się... Cóż... Nie wiem, czemu mi się tak stało.., przecież wiedziałam, że i tak będzie ok, że przecież zdam.
Ale zdać, a być zadowolonym to dwie różne sprawy. Chyba na moje zdenerwowanie miała wpływ wielka presja, jaką odczuwałam. Bo wszyscy trzymali za mnie kciuki, że po prostu wiedziałam, że oczekują ode mnie 80%. Ja ostatecznie miałam 90%. Byłam szczęśliwa, choć miałam dużego pecha w obrazku. Fotografia przedstawiała lwa i mężczyznę, który głaskał zwierzę. Pytanie do tej fotografii brzmiało: Jak myślisz, co się zaraz wydarzy. W tak dużym zdenerwowaniu nic mi sensownego do głowy nie przyszło, ale jakoś odpowiedziałam. Myślę, że tutaj poległam, ale no cóż... Byłam zdenerwowana i myślę, że to komisja doskonale widziała. Bo aż mnie zamurowało jak mnie zapytali How are you? - czyli jak sie masz.. Albo druga sytuacja pytają mnie o urodziny, a ja o śniadaniu. I tak 3 razy... Dobrze, że to była rozmowa wstępna, ale to nie było z niewiedzy, tylko po prostu ze stresu... Tak bywa. Jednak suma sumarum bardzo cieszę się, że to już za mną. Bo drugi raz tego bym nie chciała przeżywać.
Życzę Wam powodzenia na maturze. Wiem, że jest to ciężki kawałek chleba, a szczególnie egzaminy ustne osoby mniej rozmowne mogą kosztować dużo zdrowia. Niemniej jednak myślę,że jest to do przejścia. :) Good luck :)
Zapraszam do mojego filmiku na YT - analiza mojej matury z angielskiego - (c.z ustna) oraz rady :D
No i w końcu przyszedł 22 maja - maturka ustna z języka angielskiego. Przed w ogóle się nie stresowałam, nawet o tym nie myślałam. Teoretycznie powinnam bardziej denerwować się przed polskim, ale tak nie było. Przed samym wejściem po prostu widać było zdenerwowanie na mojej twarzy, chodziłam w kółko, ręce miałam całe mokre, trzęsłam się... Cóż... Nie wiem, czemu mi się tak stało.., przecież wiedziałam, że i tak będzie ok, że przecież zdam.
Ale zdać, a być zadowolonym to dwie różne sprawy. Chyba na moje zdenerwowanie miała wpływ wielka presja, jaką odczuwałam. Bo wszyscy trzymali za mnie kciuki, że po prostu wiedziałam, że oczekują ode mnie 80%. Ja ostatecznie miałam 90%. Byłam szczęśliwa, choć miałam dużego pecha w obrazku. Fotografia przedstawiała lwa i mężczyznę, który głaskał zwierzę. Pytanie do tej fotografii brzmiało: Jak myślisz, co się zaraz wydarzy. W tak dużym zdenerwowaniu nic mi sensownego do głowy nie przyszło, ale jakoś odpowiedziałam. Myślę, że tutaj poległam, ale no cóż... Byłam zdenerwowana i myślę, że to komisja doskonale widziała. Bo aż mnie zamurowało jak mnie zapytali How are you? - czyli jak sie masz.. Albo druga sytuacja pytają mnie o urodziny, a ja o śniadaniu. I tak 3 razy... Dobrze, że to była rozmowa wstępna, ale to nie było z niewiedzy, tylko po prostu ze stresu... Tak bywa. Jednak suma sumarum bardzo cieszę się, że to już za mną. Bo drugi raz tego bym nie chciała przeżywać.
Życzę Wam powodzenia na maturze. Wiem, że jest to ciężki kawałek chleba, a szczególnie egzaminy ustne osoby mniej rozmowne mogą kosztować dużo zdrowia. Niemniej jednak myślę,że jest to do przejścia. :) Good luck :)
Zapraszam do mojego filmiku na YT - analiza mojej matury z angielskiego - (c.z ustna) oraz rady :D
PS: Jak Wam się podoba, to dajcie kciuka w górę i zasubstrybujcie mój kanał
https://www.youtube.com/watch?v=B_tgxm7WNmM
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz